Honorowy patronat nad imprezą objął Michał Jędrys

                  Starosta Powiatu Skarżyskiego.                                                                       Sponsorzy:
                             545px-POL powiat skarzyski COA svg                                                      hotel promien   

                                                                                                                  Tapicerstwo- Dariusz Pierściński- Jelenia Góra.

Patronat medialny:
  dami  ntv kielce  ROT  tsk24  radiokielce  echo dnia  mck skarzysko  skarzysko mojeswietokrzie.pl    logo-traseo-pl-png  npm logo  white RGB  karkonoszepro

Zespół "orłów"

Opublikowano w Zespół "orłów"

SZCZYTAMI GÓR 

Relacje Wystartowaliśmy. 29 Czerwca, (roku 2013) po zbiórce i „przepakowaniach” przy Miejskim Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej, ruszyliśmy do Świętej Katarzyny. Tu krótka sesja fotograficzna uczestników i zegar wyprawy ruszył wraz ze startem „zdobywców” na Łysicę, która chętnie pozuje” do zdjęć.

Łysica

Pełni woli walki z przeciwnościami, słabościami… Spragnieni przygody, „zdobywcy” ruszyli z jasno określonym zadaniem: wejścia w jak najkrótszym czasie na 28 najwyższych szczytów pasm gór Polski, tak zwanej – „Korony Gór Polski”, („Korony Gór Polskich”).


"Zdobywcy"

Podczas gdy  zdobywcy działają pomimo kaprysów pogodowych – (a wręcz im trudniejsze zastają warunki, tym wyzwanie większe a za nim satysfakcja itd…) – to „orły” muszą okazać więcej pokory dla sił „matki natury”, i „dopasować” wielokrotność „elementów zmiennych”, (w tym pogodowych: siła wiatru, deszcz, zachmurzenie, termika, zmrok, warunki terenowe…) by realizować przypisane im zadania.


Znany Team KAP.3 w roli Orłów.

Analizujemy, więc prognozy pogody. Szybko trzeba wprowadzić korekty do planu trasy lotów, ponieważ Tarnica, (druga w kolejności do pokonania-przemierzenia góra) szykuje wylewne powitanie – (deszcz). Loty na motoparalotniach w takich warunkach nie są możliwe – a precyzyjniej: prawnie zabronione i obarczone dużym ryzykiem… Nie zapuszczamy się, więc dalej, nad piękne Bieszczady z zalewem Solińskim.


Solina

Kierujemy się na Lackową, w nadziei wyczekania, choć chwili sprzyjającej wykonaniu lotu.


Około godziny 11.30 Jest pierwsze okno do przestrzeni, zadaniowej grupy motoparalotniowej. Startuję po zaledwie kilku krokach. Wiatr mocno pomaga – czasem zbyt mocno, termika również leniwie akcentuje swoje przebudzenie, w powietrzu huśtawka, utrzymanie aparatu w „puncie” to kolejne wyzwanie. Jest też pierwsza „niespodzianka” – kamera nie działa. Szybkie spojrzenie w dół w kierunku startującego właśnie Piotra Krupy, motoparalotniowego mistrza świata, reprezentanta Polski a dziś i Podkarpacia, znakomitego fotografika, który wspiera cały projekt właśnie w działaniach z powietrza. Piotr wyposażył swoją latającą „trajkę” w kilka kamer, więc materiał filmowy również będzie. Po działaniach aero-foto i lotach z bocianami lądujemy. Szybko przemieszczamy się pod Radziejową. Ale …znów „leje” deszcz. Prognozy.. obserwacje.., kalkulacje, wyczekiwania… I tak do zmierzchu. Czas na krótki odpoczynek w gościnnym O.W. „Jaskółka” w Zakopanem - jednym ze sponsorów wyprawy i „I Mobilnego Pleneru Aero-Foto”, który realizujemy.   Widoki Beskidów i okolic Czorsztyna, Zdobywcy mają już za sobą.

Czorsztyn

„Czwarta nad ranem” – to tym razem nie słowa piosenki SDM a początek kolejnego dnia. Wiemy już, że Zdobywcy mają trochę opóźnienia wiec zgranie warunków pogodowych z ich przejściem przez Rysy nie będzie możliwe, a aura łaskawie otwiera okno do naszej przestrzeni. Z wielkim pośpiechem wynosimy sprzęt na łąki Bachledzkiego Wierchu, bo dojazd „rozmyty”. Boczny wiatr.., wąska pochyła łąka.., spalone starty.., przecięte linki.., mokre skrzydła.., trawa w śmigłach.., - to wszystko zrekompensowane widokiem tatr dosiadanych przez stado chmur. Nad którymi przemieszczamy się spokojnie delektując się chwilą.., fotografując i filmując z wysokości ok. 2500 m. n.p.m. Wysyłając Pozdrowienia z ..nad „samiuśkich Tater”.  Po wykonaniu zadań fotograficzno-filmowych - coś dla przyjemności. Wyłączam silnik, zaciągam trymery  i szybuję w ciszy i urokliwych „okolicznościach przyrody”. Lądowanie w mocnym duszeniu i przy sporej prędkości, w konsekwencji jednak zdecydowanie wykonane i łagodne.   

   

Tatry, Zakopane i …chmury.

 

Tatry za …

Zawoja to gościnne, wspaniałe miejsce na odpoczynek. Ale raczej trudno dostępna drogą lotniczą. Poszukiwania „startowiska” –(miejsca startu) w okolicach Babiej Góry zajęły nam znaczną część dnia – do późnych godzin wieczornych. Nie pomogły również telefony do przyjaciół awiatorów, ponieważ wszystkie dotychczas funkcjonujące, (czyli dwa) są zarośnięte, bujnie szumiącą roślinnością, wszelkiego gatunku. W rezultacie zadecydowaliśmy, że rano wystartujemy z najbliższego napotkanego „po drodze” miejsca. Okazały się nim łąki sympatycznych gospodarzy z Zubrzycy.


Nasze działania lotniczo – plenerowo - promocyjne” gromadziły obserwatorów, pomocników”, zainteresowanych.. w tym dzieci i młodzież.


Lot nad Babią Górę z pominięciem Parku Narodowego wymaga wykonania „łuku” nad granicą Polsko- Słowacką lub znacznego przewyższenia, a najlepiej jednego i drugiego. Tak też lecimy – wysoko i łukiem.


Tym razem lot wykonujemy w komplecie, czyli tandem Piotr i Alina oraz ja, pilot indywidualny – nie mylić z autopilotem.  Słowacja kusi i nęci widokami, eksponując swą: „Vodná nádrž Orava”, czyli Jezioro Orawskie. A Babia…? Niby widoczna a lekko przymglona, wabi urokiem, łatwością zdobycia i wiatrem odpycha. Kapryśna – Ba..bia. Pomimo wysokości powyżej 2000m – spokojnie nie jest. Przebijamy się mozolnie za Przełęcz Jałowiecką, cały czas na wznoszeniu. To nie latanie tylko raczej „Mobilny Punkt Widokowy” – (nazwa własna). Choć widoczność słabnie, widać jezioro Żywieckie. Jeszcze kilka fotografii i wracamy. Droga powrotna okazuje się być wielokrotnie szybsza. Po wylądowaniu Piotr podaje mi kilka danych o zakończonym locie: - prędkość powrotu 130 km/h. To niezły wynik jak na podróż „latającą szmatą”. Szkoda, że tylko z wiatrem.


Babia Góra

Co dalej? - Plan jest precyzyjny, ale konieczny do codziennej modyfikacji ze względu na warunki pogodowe i zmiany marszruty Zdobywców. 2 Lipca jedziemy w okolice Żywca. Zadanie: „Skrzyczne i Czupel w obiektywie”. Nie sposób pominąć widoki, nad którymi górują te szczyty Beskidu Śląskiego i Małego. Po zmaganiach dni minionych otrzymujemy bonus w postaci pięknej pogody i dobrych warunków do wykonywania lotów. Dojeżdżamy na lotnisko Górskiej Szkoły Szybowcowej AP "Żar" w Międzybrodziu Żywieckim.


 ŻAR - góra, lotnisko, Szkoła Szybowcowa…

Lotnicy mawiają:, „co dobrze wygląda to dobrze lata”. Parafrazując to powiedzenie w odniesieniu do Szkoły Szybowcowej AP „Żar” można powiedzieć, że tak pięknie położone miejsce musi dobrze-sprawnie funkcjonować. I tak zapewne jest. Pomimo trwającego szkolenia szybowcowego, holowania szybowców, szkolenia i lotów paralotniowych z góry Żar bez problemu uzyskaliśmy zgodę na nasze „operacje lotnicze” z płyty lotniska. Po b. krótkim briefingu i sprawnych przygotowaniach, byliśmy w powietrzu.


Podkarpackie skrzydło z Piotrem i Aliną.

Jednak góry mają wiele niespodzianek – tuż po starcie wpadam w mocne „duszenie”. Gniotę manetkę gazu do oporu, sprawdzam, raz jeszcze, zaciągnięte trymery  i …. majestatyczne opadam. Przez moment z zazdrością patrzę na swych kolegów paralotniarzy „swobodnie” unoszących się nad górą Żar. Rozważam konieczność lądowania pomiędzy linią energetyczną a ścianą lasu. „Przebijam” się jeszcze w okolicę zapory i … jest! „Winda do nieba”. Termika niesie w górę. Chwilę krążę w „kominie” robiąc zdjęcia – cele przecież trzeba realizować. Obieram kierunek - Skrzyczne. Trudno jednak oderwać wzrok od malowniczo rozlanych wód zalewu Żywieckiego i Międzybrodzkiego. Obserwuję przestrzeń dookoła, w której teraz sporo się dzieje. Obok mnie samolot holuje szybowiec nad szczyt góry Czupel, nad Żarem trwają przetasowania szybowców i paralotni - (czyli szybowców inaczej). Szybownicy szybciej „rozdają karty”. Pode mną awionetka z kursem na Żywiec. A z lotniska podnosi się właśnie Podkarpacka motoparalotnia z Piotrem i Aliną. Krótko mówiąc: słońce, piękne krajobrazy i dobre towarzystwo. Nic, więc dziwnego, że w takich okolicznościach czas szybko mija i … paliwa ubywa. Po godzinie lotu i kilkudziesięciu fotografiach, żałuję, że nie tankowałem maksimum. Ale wtedy prawdopodobnie siedziałbym już pod lasem i czekał na podwodę. Tak, więc, jest jak jest i chyba było optymalnie.     Wracając, przyglądam się olbrzymiej „wannie” na szczycie góry Żar, która już na dobre wkomponowała się w beskidzki aero–krajobraz. Fotografie są, filmiki również, więc przysiadam cicho i powoli na skraju lotniska, by nie zakłócać płynności pracy szkoleniowej. Nas szanują… – my szanujemy… - życie staje się prostsze i daje więcej możliwości.  Niechętnie wyjeżdżamy. Ale przecież inne cele, zadania i wyzwania… Rekord do poprawienia. Zdobywcy już w Kotlinie Kłodzkiej… – gonimy.


Czupel.

Jezioro Żywieckie.

Skrzyczne.

Międzybrodzie Żywieckie i Żar.

„Wanna” na Górze Żar.

Przedpola Kotliny Kłodzkiej wypełnione zbożem rozmaitym… Omijamy podtopione pola...  Nigdzie miejsca na start. Nawet rozmowa z Policją podczas „rutynowej kontroli”, nie pomaga w poszukiwaniach. Ale tak jak przy wszystkich naszych spotkaniach, przekazujemy kartki wyprawowe z  prośbą o zwrócenie uwagi na nasz projekt. Jedziemy do „Maciejówki” w Międzygórzu – kwatery agroturystycznej z „klimatem”…  Prowadzonej przez Bożenę i Macieja Horbowskich. Tu rozwiązują się wszystkie problemy. Choć pokoje zajęte – sezon w pełni – to otrzymujemy coś extra z przestrzeni prywatnej gospodarzy i zostajemy na nocleg. Maciej to bardzo znana postać. Członek motoparalotniowej kadry narodowej, utytułowany zawodnik, więc zna miejsca i okolicę w wersji aero… Jak co wieczór, kopiujemy materiał z aparatów i kamer. Czyścimy karty. Próbujemy wysłać materiał i relacje cienką nicią  internetu.  Ładujemy baterie i akumulatory te w sprzęcie i w nas. Fantastyczni, gościnni, gospodarze. Nocnym rozmowom nie ma końca – żal się rozstawać. Po krótkim śnie ok. piątej, (rano, oczywiście) jesteśmy na lotnisku – startowisku koło Bystrzycy Kłodzkiej.


Wydaje się spokojnie, cicho, sennie. Planujemy lot wokół Kotliny Kłodzkiej. Po pobliskich szczytach biegają „zdobywcy” ze Skarżyska-Kamiennej. Jest szansa że spotkamy ich na Śnieżniku. Maciej przekazuje nam ostatnie przedstartowe informacje i jazda w powietrze. Szybko docieram pomiędzy Rudawiec a Śnieżnik, patrząc jak Piotr mozoli się poniżej po stoku. Robię zwrot w jego kierunku fotografując okolicę i … „instaluję” kolejny „Mobilny Punkt Widokowy”. Wiatr „zeruje” moją prędkość postępową. Już wiem dlaczego Piotr tak nisko… i po stoku… A przecież tyle do fotografowania, do „oblecenia”… Odpuszczam całkowicie trymery, „odkurzam” belkę „speed-a”, wyciskam co można… zwalniam lekko manetkę gazu… ustawiam się trochę bokiem do wiatru…  Ruuszaaamm. Bardziej w dół niż do przodu ale jest postęp…  Po wykonaniu kilkunastu serii zdjęć, filmu oraz 86 wersji piosenki  E.Stachury „Nie rozdziobią nas kruki”, szczególnie akcentując słowa: „…ruszaj się Bruno…”, dolatuję – docieram – „dowlekam” się nad startowisko. „Idę” jeszcze w górę, kilka fot… Ostatecznie lot na „wstecznym”, pieczętuje moją decyzję o lądowaniu. Samo podejście do lotniska, przypomina trochę, trafianie rozłożoną kartką papieru do kosza albo ucieczkę przed krokodylem. Ląduję łagodnie, gaszę skrzydło i pytam o Piotra. „Za górami… za lasami…”, tak w skrócie można określić nasze informacje o Piotrze. Telefon od zdobywców nas uspokaja. Widzą Piotra schodząc ze Śnieżnika. Po chwili pojawia się nad Kotliną i „tanecznym” lotem przedziera się do nas. Pakujemy sprzęt i ruszamy dalej.  Po drodze ładując akumulatory, dzięki przetwornicom użyczonym przez firmę Teldom z Suchedniowa – również sponsora wyprawy.  Znów niedosyt że tyle pięknych zakątków do fotograficznego „spenetrowania” musimy zostawić. Ale taka formuła tej wyprawy. Na pewno kolejnym edycjom „Mobilnego Pleneru Aero-Foto”, należy zarezerwować zdecydowanie więcej czasu i twórczego spokoju. Niemniej jednak, sama koncepcja, takiego pleneru, jest bardzo pojemna, twórczogenna i wyjątkowo atrakcyjna.

Masyw Śnieżnika. 

Góry Bystrzyckie.

Jagodna.

 

Kotlina Kłodzka.

Masyw Śnieżnika.

Pogoda ponownie kaprysi. Docieramy w Kotlinę Jeleniogórską. Tu staropolskiej gościnności nie szczędzą nam Agata i Dariusz Pierściński – rodem ze Skarżyska-Kamiennej, a od wielu lat mieszkający i prowadzący własną firmę w Jeleniej Górze. Dostajemy klucze od przestronnego mieszkania, zaproszenia na śniadania, obiady i kolacje. Przewodnictwo Darka po ciekawych miejscach. To Gościnność która zupełnie wymknęła się z pod kontroli. Z pobytu w Jeleniej Górze można napisać zupełnie odrębną historię. Gościnność wciąga – nie zapominamy jednak o naszych obowiązkach.


Nad szczytem Góry Szybowcowej.

Gdy tyko pojawia „przejaśnienie”, Z Darkiem w roli przewodnika jedziamy na magiczną Górę Szybowcową. To jedno z  najlepszych – a może i najlepsze mijsce do szkolenia paralotniowego i szybowcowego w Polsce. Towarzyszy nam ekipa obserwatorów. Szybko i sprwnie kontaktujemy się z lotniskiem. Bezproblemowo uzgadniam start z Góry Szybowcowej. To również miejsce w którym wiele można i ludzie ze sobą współpracują. Wykonuję lot zapoznawczy. Światła niewiele. Chmury deszczowe nad Jelenią… kilka fotografii dokumentalnych… fragment filmu… i deszcz mnie goni do lotniska.  Wieczorem pojawiają się zdobywcy, w asyście niezawodnego wsparcie Michała i Jarka. Wreszcie wspólna chwila na wymianę informacji i wrażeń. Znów krótki sen i pobudka o 4. Większość ekipy musi ruszać w drogę powrotną do domów i firm. Robert, Bartek, Sebastian (zwany Pawłem) i ja, zostajemy by jeszcze dokończyć materiał z Karkonoszy. Łatwo nie jest – do chmur deszczowych dochodzi jeszcze mgła. Robimy co się da z ziemi i powietrza. Jedziemy na spotkanie w Miejskim Domu Kultury. Potem wracamy jeszcze raz na Szybowcową by zasmakować treningu paralotniowego i wykonać kilka zlotów. Sebastian walczy zaciekle ale konsekwentnie i z powodzeniem. Bartek traktuje to lekko, przyjaźnie i również skutecznie. Robert z dystansem i chłodno przebył drogę do szczęśliwego celu. A ja wykazałem sporo cierpliwości. I tak „zdobywcy” stali się „orłami”. Pełni „uniesień” i dobrych wspomnień ruszyliśmy w drogę powrotną. Poruszając przy okazji tematy licznych kolejnych projektów do zrealizowania. 

 

 Góra Szybowcowa - z góry.

Tuż przed zachodem słońca – zarys Karkonoszy z Góry Szybowcowej.

Góry Kaczawskie i Rudawy Janowickie z lotu...

 

 Góry Kaczawskie z lotu...

z nad Góry Szybowcowej na Jelenią Górę i … chmury zamiast Śnieżki.

„Zdobywcy” na szlaku…

 

„Zdobywcy” na szlaku…

Spływ i po …

W domu u Agaty i Dariusza Pierścińskich.

W Miejskim Domu Kultury w Jeleniej Górze.

 

Mamy zaproszenie do MDK na prezentację relacji z Projektu Szczytami Gór. 

Dziękujemy Wszystkim, którzy nas wspierali w realizacji Projektu „Szczytami Gór…” oraz  „I Mobilnego Pleneru Aero-Foto” !!!

 

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

?>?>